 |
Forum Historii Nysy
Serwis społecznościowy poświęcony historii miasta Nysa
|
|
"Stary dworzec kolejowy" |
| Autor |
Wiadomość |
ralf
Administrator ralf

Dołączył: 07 Lis 2017 Posty: 3593 Skąd: Kraków
|
Wysłany: 2026-01-04, 10:59 "Stary dworzec kolejowy"
|
|
|
Zamieszczam przetłumaczony z j. niemieckiego artykuł pt. „Alter Bahnhof” („Stary dworzec”), który ukazał się w czasopiśmie „Neisser Heimatblatt” w 1966 roku. Jego autorką jest Liesel (Elsbeth) Fork z d. Schubert, urodzona w 1915 roku. Jej rodzinny dom stoi do dziś w Nysie przy ul. Kaczkowskiego 33 (daw. Hochstrasse), tuż obok dawnego cmentarza żydowskiego. Zdjęcie tego domu przedstawia załącznik nr 2, choć nie wiadomo, w którym dokładnie roku wykonano tę fotografię. Liesel opuściła Nysę dnia 6 grudnia 1945 r. wraz ze swoją matką, dwójką młodszego rodzeństwa, siostrą z dzieckiem i ze swoim trzyletnim synem, udając się pociągiem początkowo do Kłodzka. Jej mąż o nazwisku Michler poległ na wojnie w Rosji, a jej ojciec w 1945 r. został zabity. Po wojnie Liesel ponownie wyszła za mąż, przyjmując nazwisko Fork. Parę razy odwiedzała Śląsk, o którym dużo pisała, przedstawiając tamtejsze życie, obyczaje i własne wspomnienia m.in. z takich miejscowości jak właśnie Nysa, Kamieniec Ząbkowicki, czy Kłodzko. Przez wiele lat pozostawała w kontakcie z westfalską Komisją Ludową w Münster, gdzie przechowuje się śląskie dziedzictwo kulturowe, aby móc przekazać je przyszłym pokoleniom. Liesel zmarła w styczniu 1999 r. w Raesfeld.
„Stary dworzec”
W otoczeniu łąk i pól, z dala od hałasu ulic, leży stary dworzec kolejowy w Nysie. Zapewne każdy ją zna, ponieważ wszyscy jechali kiedyś w kierunku Wrocławia lub Kamieńca Ząbkowickiego (Kamenz), a linie kolejowe przebiegały bezpośrednio obok niej. Bardzo związana z nią była Góra Czarownic (Hexenberg) oraz tzw. „czarny most”. Kiedy z dzisiejszego dworca głównego w Nysie pociąg odjeżdżał w tym kierunku, przejeżdżał przez most kolejowy nad rzeką Nysą. Po prawej stronie znajdowała się strzelnica, a następnie piękne ogródki działkowe. Dawniej można jeszcze było zobaczyć most Groszowy (Pfennigbrücke) na rzece Nysie, ale od czasu powodzi w 1938 r. most już nie istnieje. Po lewej stronie z kolei pozdrawiał nas Zakład Energetyczny (Überlandwerk) oraz Dom Księży (Priesterhaus). Następnie mijaliśmy szlaban kolejowy na ulicy Grodkowskiej, ze zdobnym domkiem dróżnika, który zastąpił dawny, drewniany domek stojący po drugiej stronie. Teraz syczenie lokomotywy nie było już tak radosne, ponieważ pociąg jechał pod górę, kierując się ku Górze Czarownic. Syczący odgłos przechodził w jęczenie, stawał się coraz wolniejszy, a nam dzieciom, zawsze wydawało się wtedy, że słyszymy: „Hexenfranzel, scherg ein bissl, Hexenfranzel, scherg ein bissl” (coś w rodzaju: „Czarowniku Franzel, pomóż pchać pociąg, żeby mógł wjechać na górkę”). Gdy tylko pokonaliśmy górę, jęczenie zamieniało się w radosne syczenie i brzmiało jak: „Już jest lepiej, już jest lepiej”. Tempo stawało się coraz szybsze. Przed „czarnym mostem” maszynista dawał długi gwizd i pociąg wyruszał w świat.
Kiedy byliśmy jeszcze dziećmi, nasi rodzice nie mogli sprawić nam większej radości jak spacer po starym dworcu kolejowym. W myślach zawsze wyobrażałam sobie, jak to było kiedyś, kiedy jeszcze zatrzymywały się tu pociągi. Moja mama opowiadała mi, że jej dziadek pracował tu jako strażnik rogatki kolejowej i codziennie przychodził pieszo z Pakosławic (Bösdorf). Był to nie lada wyczyn.
Kiedy podrośliśmy, często chodziliśmy tam sami. Szczególną atrakcją był dla nas okres dojrzewania tamtejszych wiśni. Rosły tam wspaniałe drzewa wiśniowe! Stara stacja kolejowa była piękna o każdej porze roku. Naszą pierwszą wiosenną wycieczkę odbywaliśmy właśnie tam. Było dla nas bowiem tradycją, aby w Wielki Piątek udać się tam i zebrać torbę pełną rapunkułu (łac. Campanula rapunculus L.), z którego przygotowywaliśmy pierwszą wiosenną sałatkę. Również w okresie sianokosów było tam cudownie. Ach, jakże wspaniale było bawić się wśród pachnących stogów siana. Skakaliśmy po nich lub do nich. Nasza babcia przez kilka lat dzierżawiła tam trawiastą łąkę. My, dzieci, mieliśmy pomagać w zbieraniu trawy, co sprawiało nam ogromną frajdę. Pewnego razu, właśnie napełniono nią kolejny wóz i babcia chciała pojechać nim do domu. Bała się jednak o swoje ostre grabie, ponieważ przy nas nie były one bezpieczne. Schowała je więc w wielkim stogu siana, nie mówiąc nam o tym. My natomiast skakaliśmy sobie radośnie w siano. Nagle doszło do nieszczęścia: nasz przyjaciel, Lorenz Hermann, wpadł stopą w te grabie. Krwawił strasznie. Kiedy babcia wróciła, zobaczyła, co się stało. Bez wahania urwała kawałek swojej lnianej halki i opatrzyła stopę. Przyjaciel został posadzony na wozie i zawieziony do domu. Następnego dnia jednak okazało się, że nie było tak źle, jak się początkowo wydawało. W każdym razie od tamtej pory babcia zrezygnowała z naszej dziecięcej „pomocy”.
Kiedy bawiliśmy się, a przejeżdżał pociąg pasażerski, staliśmy i machaliśmy rękami, ciesząc się, gdy ktoś nas zauważał i odmachiwał. Często ogarniała nas tęsknota za dalekimi podróżami. Chcieliśmy wyjechać, a kiedy naprawdę się to udało, staliśmy przy oknie i patrzyliśmy, czy nie ma kogoś, komu moglibyśmy pomachać.
Pewnego razu chcieliśmy pojechać z mamą na pielgrzymkę do Barda (Wartha). Kiedy dotarliśmy na nyski dworzec, stał tam pociąg gotowy do odjazdu. Nie przyglądając się bliżej, wskoczyliśmy do niego i ruszyliśmy. Wkrótce byliśmy już za „czarnym mostem” i wtedy zauważyliśmy, że pociąg nie jedzie tam, gdzie chcieliśmy. Wsiedliśmy bowiem w pociąg jadący w kierunku Brzegu (Brieg). Wysiedliśmy zatem na pierwszej stacji w Pakosławicach. Mieliśmy jeszcze czas, zanim przyjechał pociąg powrotny, więc poszliśmy tam na cmentarz i szukaliśmy grobów naszych dawno zmarłych krewnych. Do Barda udało nam się jednak dotrzeć wystarczająco wcześnie i mimo wszystko był to dla nas naprawdę miły dzień.
Kiedy nadeszła jesień, ponownie udaliśmy się na stary dworzec. Teraz zbieraliśmy mech, który zimą wkładaliśmy do naszych podwójnych okien, aby chronić wnętrze domu przed zimnem i wiatrem. Jakże często chodziliśmy tam z naszym nauczycielem i całą klasą. Niektóre wycieczki prowadziły nas przez „stary dworzec” do Sękowic (Senkwitz), Regulic (Rieglitz) i Bykowic (Beigwitz). Kiedy dorastaliśmy, „stary dworzec” nadal nie stracił dla nas swojego uroku. Można było do niego odbywać wspaniałe spacery, od zajazdu „Trzy Gołębie” („Drei Tauben” (stał przy skrzyżowaniu dzis. ul. Orląt Lwowskich z ul. Bramy Grodkowskiej) w górę przez „czarny most”, następnie przez „stary dworzec” i z powrotem w dół do ulicy Grodkowskiej.
Kiedy w styczniu 1945 roku musieliśmy opuścić pociągiem nasz dom, staliśmy przy oknie naszego przedziału i z nostalgią żegnaliśmy nasz ukochany stary dworzec. Jak wielka była nasza radość w czerwcu, kiedy pozwolono nam wrócić do domu, do Nysy. Z bijącymi sercami staliśmy przy oknie pociągu już od Otmuchowa (Ottmachau) i z niecierpliwością czekaliśmy, aby zobaczyć, co stało się z naszą ukochaną Nysą. Na „starym dworcu” wszystko było jak zawsze. Jednak gdy pojechaliśmy dalej, zobaczyliśmy tylko zniszczenia i gruzy.
(zał.1) Elsbeth Fork [1915-1999].jpg
|
 |
| Plik ściągnięto 42 raz(y) 117 KB |
(zał.2) Dom rodzinny Elsbeth Fork z d. Schubert, przy dzis. ul. Kaczkowskiego 33.jpg
|
 |
| Plik ściągnięto 6 raz(y) 1,11 MB |
|
_________________ Zapraszam do: Muzeum Powiatowe w Nysie // Neisser Kultur- und Heimatbund e.V. // POMOC DLA NASZEGO KOLEGI, MAĆKA KRZYSIKA! |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
phpBB by
przemo
Strona wygenerowana w 0,175 sekundy. Zapytań do SQL: 12
|